Wczoraj Polskie Radio Wrocław, dziś rano portal swidnica24.pl poinformowały, że na przykościelnym cmentarzu w Mokrzeszowie (to po drodze z Wrocławia do Świdnicy dla tych, którzy mieszkają poza Dolnym Śląskiem) odnalezione zostały szczątki czterech kobiet. Trzy z nich miały około 20-30 lat i zmarły po porodzie, na co wskazuje układ miednicy. Czwarta była nieco starsza.
W Mokrzeszowie pracuje Harald Schroedter, antropolog z Niemieckiego Ludowego Związku Opieki nad Mogiłami Wojennymi. „To odkrycie potwierdza mroczną tajemnicę Mokrzeszowa. W tzw. pałacu w latach 40-tych młode Niemki - ochotniczki dawały się zapłodnić młodym, niemieckim żołnierzom. Dzieci miały być najczystszymi Aryjczykami. W tym celu tworzono w całej Rzeszy Domy Matek” pisze swidnica24.pl - również „na przykościelnym cmentarzu w masowym grobie pochowanych zostało 40 żołnierzy, którzy zmarli od potwornych ran. Wśród nich był chłopiec z Hitlerjugend”.
Na jakimś forum internetowym, ktoś napisał, że potwierdziło się to, o czym pisałam w 2002 roku w książce „Dolny Śląsk, jakiego nie znacie”. Do Mokrzeszowa zaciągnął mnie wtedy pan Tadeusz Słowikowski, niestrudzony poszukiwacz pociągu, który z tajemniczym ładunkiem, miał zniknąć gdzieś w podziemiach koło zamku Książ. To właśnie pan Tadeusz pierwszy powiedział mi, że w Mokrzeszowie mieścił się ośrodek Lebensbornu, Źródła Życia, stowarzyszenia, które powstało w 1936 roku. Piękni, niemieccy chłopcy mieli tu przyjeżdżać, aby z pięknymi, niemieckimi dziewczętami płodzić dla Hitlera dzieci. Obie strony traktowały to jak wielki, zbiorowy obowiązek.
Jak pisze Roman Haber w książce „Czas niewoli, czas krwi”: „Pierwotnym celem Lebensbornu była reprodukcja krwi członków SS, od których wymagano co najmniej czworga dzieci”.
Wielki budynek, zwany zamkiem w Mokrzeszowie w czasie I wojny był ośrodkiem rehabilitacyjnym dla niemieckich pilotów. Kiedy pisałam książkę, udało mi się porozmawiać z panią, która urodziła się w Mokrzeszowie i w 1945 roku miała 7 lat. Twierdziła, że w czasie II wojny światowej w „zamku” mieszkali po prostu pracownicy folwarku i o Lebenesbornie w Mokrzeszowie nie może być mowy. Tak naprawdę informacja o tym, że koło Świdnicy mogło znajdować się „Źródło Życia” pochodzi od żołnierza, który podzielił się swoimi wspomnieniami z niemieckim dziennikarzem. Opowiadał o wielkim szpitalu przypominającym pałac.
Pan Tadeusz Słowikowski - jak się później dowiedziałam - poznał tę historię dzięki wrocławskiemu dziennikarzowie Wacławowi Dominikowi. Informacje chadzają pokmrętnymi ścieżkami.
Czy rzeczywiście groby czterech kobiet są dowodem na to, że w Mokrzeszowie działał Lebensborn? Mimo wszystko, sądzę, że jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków. Nie ma mnie jednak tam na miejscu i to co piszę, piszę na gorąco po przeczytaniu informacji w Internecie. Pełna informacja o ekshumacji i zdjęcia znajdziecie na stronie
http://swidnica24.pl/powiat/gmina-swidnica-powiat/id29117-mroczne-tajemnice-mokrzeszowa.html
Kiedy pracowałam jeszcze w „Słowie Polskim” szukałam we Wrocławiu ośrodków Lebensbornu a także niemieckich domów publicznych. Udało mi się zdobyć informacje, że w czasie II wojny światowej taki ośrodek mieścił się w Parku Szczytnickim, natomiast domy publiczne w dzisiejszym Capitolu i ośrodku NOT. Niestety, moja redakcja nie doceniła wtedy mojego poświęcenia dla poszukiwań tajemnic Wrocławia, naczelny wlepił mi inną robotę i nigdy nie udało mi się zweryfikować tamtych informacji. Tym bardziej z niecierpliwością czekam na dalsze wiadomości z Mokrzeszowa.

































