iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Kolonie w zamku w Płoninie, czyli kto ma zdjęcia?

Przygotowując się do kolejnej książki znowu wróciłam do historii zamku i pałacu w Płoninie na Dolnym Śląsku. Dla mnie to miejsce magiczne, szczególnie średniowieczna wieża zamku Niesytno, z której widać ruiny niemal przylepionego do niej drugiego obiektu. Uwielbiam tam jeździć i zawsze kiedy mogę chociaż na chwilę przystaję w Płoninie.

     Nie czas ani miejsce rozpisywać się o historii tego miejsca, bywało tu i strasznie i krwawo, przez pewien czas mówiono o tym miejscu nawet „Zakątek Strachu”. W czasie II wojny światowej odpoczywali tu lotnicy z Luftwaffe, również i potem zabytek całkiem dzielnie się trzymał. Odbywały się w nim kolonie, należał też przez pewien czas do Lubelskiej Fabryki Samochodów Ciężarowych. W 1984 roku pałac został sprzedany w prywatne ręce.

     Niestety nie remontowany, spłonął 2 lipca 1992 roku, do dziś przy każdej informacji o Płoninie można znaleźć notatkę:  „plotkowano, że było to celowe podpalenie.” Od tamtego czasu nic się w Płoninie nie dzieje, zaginął natomiast portal pałacowy z datą 1545 i kartusz herbowy.  I tak te piękne mury trwały od wieków, znosiły wojny, ataki i zarazy, aż w czasach pokoju po prostu „się spaliły”. Nóż się w kieszeni otwiera – mało tak powiedzieć.

     Napisał do mnie pan, który prowadzi stronę o zamku, bardzo piękną zresztą www.niesytno.pl i zapytał czy może mam jakieś powojenne zdjęcia zamku. Nie mam, ale były tam przecież te kolonie! W pałacu w Jedlince, gdzie również odpoczywały dzieci, udało się nawet zebrać dawnych kolonistów, którzy opowiedzieli sporo o tym, co widzieli w pałacu kilkadziesiąt lat temu. Dzięki ich opowieściom udało się trafić na ślad pewnej tajemnicy związanej z podziemiami (ale o tym, kiedy już  tajemnicę uda się wyjaśnić). Pomyślałam sobie więc, że może ktoś z Was ma takie zdjęcia, może Wasi rodzice byli przed laty na koloniach w Płoninie? A może ktoś chciałby opowiedzieć coś, o czym się nigdy nie mówiło? Przecież historie zamków to nie tylko szaleni rycerze, skarby i średniowiecze, prawda?

     Jeżeli nie udało się uszanować murów Niesytna, może uda się ocalić jego historię? Zresztą spójrzcie na te dwa zdjęcia. Jedno zrobił Krzysztof Góralski w ubiegłym roku, drugie pokazuje cały obiekt w czasach świetności....


 

Komentarzy: 5
Seks w wielkim śniegu

     

     Wczoraj w śniegu znalazłam 5 groszy. Świeciło się tym swoim wrednym złotkiem udając skarb. Ale, że znalezione podobno przynosi szczęście, to zabrałam. Mam zresztą koleżankę, sławę dziennikarstwa, która regularnie zagląda pod klapy śmietników z nadzieją, że a nuż, coś tam znajdzie. Nie dlatego, że musi. Dla niej wszystko jest skarbem, zbiera więc stare talerzyki, czasem trafi się jakaś śmieszna zabawka, ot taka, jakby powiedziała moja babcia ze Lwowa, z niej handełeska.

   Ja też lubię zbierać. I nawet te pięć groszy w śniegu potraktowałam jak mały skarb, bo chociaż nic za nie nie kupię, to może sprawi coś dobrego. I jak tak schylałam się po pięciogroszówkę, przypomniała mi się pewna historia.

    Mamy przyjaciela, dziś pana przed sześćdziesiątką, który po życiowych przebojach, rozwodzie i innych trudnych sytuacjach, zapoznał lat temu kilka piękną studentkę. Spotykali się niezobowiązująco, na kawie, ciastku i tak dalej. Aż pewnego zimowego dnia, atmosfera nabrzmiała, spojrzeli sobie głęboko w oczy i szybko ustalili, że jadą do niej. Mój kolega powiódł studentkę do taksówki, po drodze jednak zobaczył leżącą na chodniku pięciogroszówkę. A że jak sam mówi, Krakus jest z niego z charakteru i z pochodzenia - pięć groszy w końcu piechotą nie chodzi - gwałtownie się schylił nie bacząc na studentkę u swego ramienia i...tak został.

   Zamiast do niej, pojechali na pogotowie, przedtem jednak studentka mozolnie ułożyła ciągle zgiętego w pałąk naszego kolegę na siedzeniu taksówki. Spędzili uroczy wieczór pełen zastrzyków, termoforów, maści rozgrzewających, wszystko zaś nasz koega musiał znosić w upokarzającej, pałąkowatej pozie. Dziś mają czwórkę dzieci. 

   I niech ktoś powie, że zima nie jest piękna! I że pięć groszy to nie skarb!

 

 

Komentarzy: 5
Może zrobić w zimie lato?

    

     Wstałam wcześniej, żeby popracować - rano jakoś najlepiej mi się pisze - i jakoś tak wpadła mi na forum portalu Wyprawy Marzeń informacja, że do jeszcze do wieczora można kupować tańsze bilety w Easy Jet. Każdy, kto trochę jeździ, wie już co było dalej. Zamiast pracować, zaczęłam przeglądać oferty. Tak, żeby sobie chwilę pomarzyć....

     Kolejny sąsiad na naszej ulicy własnie wykopuje ze śniegu samochód, więc czemu nie zrobić sobie lata w środku zimy i nie polecieć, np. na..... no właśnie...dokąd? W Lizbonie dzisiaj rano 15 stopni C, w Agadirze w Maroko zaleledwie 10 stopni ale na Madagaskarze już 21. Sprawdziłam jeszcze południe Australii - o ósmej naszego czasu były tam 24 stopnie, podobnie w Honolulu. 

    No...miło by było teraz poleżeć na plaży na Hawajach. Ale Easy Jet na Hawaje nie lata, w ramach marzeń porannych, rzuiłam więc okiem na Lizbonę, Paryż i Wenecję. Do Lizbony najtaniej z Berlina, dwie osoby w dwie strony mogą podróżować już za 1200 złotych,  Paryż jest nieco tańszy, podobnie Wenecja. I już, jakoś tak z głupoty, chciałam już na coś kliknąć, ale nagle przyszło oślnienie. Przecież za miesiąc, dwa, te bilety będą jeszcze tańsze. A może nie? A może tak? 

   Trudno, biorę się do pracy. Ale Was namawiam do marzenia. Może znajdziecie dzisiaj jakiś ciepły lot do słońca. 

Komentarzy: 6
Zima zaskoczyła naszą ulicę


     Nie wiem, jak tam u Was, ale na mojej ulicy walka trwa. Od soboty na malutkiej, zamkniętej uliczce tworzą się gigantyczne korki, samochody walczą o to, kto przejedzie pierwszy, a kto wyląduje na kilkadziesiąt minut w zaspie.

    Wczoraj wieczorem wybraliśmy się na spacer. I zamiast romantycznej wędrówki wśród białego puchu, co chwila popychaliśmy czyjeś auto. Jak tak dalej pójdzie, pod koniec zimy będę miała mięśnie jak kulturysta. Ale z drugiej strony, jakie to wciągające. Człowiek gapi się przez okno, a tam bez przerwy kolejne odcinki tego samego serialu i to za darmo!  Nie ma co, zima zaskoczyła naszą ulicę! Najbardziej zaskoczyła jednak mnie.

     Piątek i sobotę spędziliśmy w Rudawach Janowickich licząc w tamtejszych sztolniach nietoperze. Właściwie to pomagam je liczyć, największą frajdę sprawia mi chodzenie po naszych pięknych podziemiach. Ale... co mnie zadziwiło najbardziej. Jedziemy tam przez wioseczki na końcu świata, a tam wszędzie odśnieżone. Do domu, czasem, co prawda po lodzie, ale dojechaliśmy bez kłopotu. Dopiero pod domem samochód zarył się w śnieg i koniec. Ale w końcu to najnormalniejsza zima na świecie, prawda? 

    Ps. Oooo, słychać krzyki za oknem. Biegnę  na następny odcinek pt. "Sąsiad określa zimę słowa uważanymi powszechnie za niecenzuralne i bezsensownie zapiera się o samochód licząc na to, że go wypchnie".  
 

Komentarzy: 4