iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Tragedia w Muzeum Kairskim


       Uwielbiam to muzeum. Jego nastrój, dumę, sposób, w jaki wystawione są eksponaty. To jedno z najwspanialszych muzeów, jakie widziałam. Ma w sobie absolutną magię. Chociaż śledzę na bieżąco wiadomości z Egiptu, dopiero przed chwilą dowiedziałam się o tragedii, jaka spotkała Muzeum Starożytności w Kairze.   

    Jak codziennie weszłam odpocząć i popodróżować sobie z użytkownikami strony www.wyprawymarzen.pli zamiast miłych zdjęć z dalekich krajów, zobaczyłam na głównej stronie zdjęcia ze zniszczonego muzeum. Porozwalane gabloty, rozbite szkło. Dzisiaj Waffa El Saddik, wieloletnia dyrektorka kairskiego muzeum poinformowała, że ofiarą szabrowników i złodziei padła ekspozycja, której częścią jest słynny skarb Tutanchamona. Pani dyrektor opowiada, że za rabunkiem stoją pracujący w muzeum ochroniarze i policjanci. Kradli, rozbijali zabytki, niszczyli. Udało się ich wyprzeć z muzeum a tłum zrobił kordon broniący wejścia do tej placówki. Szczegóły znajdziecie w Internecie, a ja muszę powiedzieć, że normalnie mam łzy w oczach. Nie rozumiem, nie pojmuję, buntuję się przez rozmyślnym niszczeniem zabytków.

    Nie mogę zrozumieć, jak można sprzedać „skarb”, którego wartość nie może być liczona w pieniądzach. Jak można go dotknąć z myślą, że będzie go można przetopić na sztabki albo rozbić na kawałki, które uda się sprzedać. Podobne uczucie miałam wiele lat temu, kiedy prowadząc sprawę Skarbu Średzkiego, nazywanego również Skarbem Tysiąclecia, natknęłam się na człowieka, który miał jeszcze fragmenty skarbu. Mimo, że chciał ze mną rozmawiać, pewnego dnia zniknął i podobno gdzieś tam dobrze żyje w ciepłych krajach. Zbrodnie na zabytkach są dla mnie niezwykle brutalne, bo zbrodnia na zabytku to zbrodnia przeciwko kulturze, tradycji, wartościom, które wszyscy powinni szanować. Człowieka, który niszczy z głupoty albo chciwości coś tak niezwykłego, wzięłabym i....zresztą domyślcie się sami.

      Trzymam kciuki za to muzem. Zacikam też pięści. Ze wściekłości. 

 

 

 

Komentarzy: 8
Książę Karol jednak kupuje!

Strona Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich we Wrocławiu (www.skps.wroclaw.pl) „doniosła”, że Karol, książę Walii podjął ostateczną decyzję i wyremontuje (a właściwie jego fundacja) zrujnowany dwór w Ścinawce Górnej – Sarny. No i chwała księciu oraz wszystkim mocom w Niebie i na Ziemi.

O Ścinawce Górnej, której częścią od wieków był majątek Sarny pisałam w książce „Zamkowe Tajemnice”. Zaniedbany to zabytek, biedniutki, ale piękny, jego urok trzeba jednak odkrywać powoli.

Nieco poniżej dworu stoi barokowy dom, oficjalnie znany jako Zespół Pałacowo-Parkowy Sarny w Ścinawce Górnej. W tej rezydencji wszystko jest jak trzeba: biała dama, wielkie komnaty, starodrzewie ciągnące się po horyzont i tajemnicze podziemia. Park przypałacowy łagodnie pnie się ku dworowi, tworząc niezwykle malowniczą kompozycję. W „pałacu” mieści się niewielki pensjonat, może jeszcze nie do końca dopracowany, ale z fajnym klimatem. Cudowny jest tamtejszy park, również wymagający wiele pracy, ale cóż... realia są takie jakie są. Nas jednak interesuje dziś zrujnowany dwór.

Sarny przez wieki niezwykle często zmieniały właścicieli. W 1866 roku urodził się tu jeden z najbardziej znanych i kontrowersyjnych gubernatorów niemieckich kolonii w Afryce Gustav Adolf Graf von Götzen. Najcenniejszą częścią kompleksu jest oczywiście sam dwór. Ma aż trzy kondygnacje. Ośmioboczna wieża została dobudowana około 1730 roku, natomiast osiem lat wcześniej zaczęła powstawać .barokowa kaplica pod wezwaniem świętego Jana Nepomucena. Ta kaplica wymaga szczególnej troski, jest w fatalnym stanie, co zresztą widzicie na zdjęciach.  Ale już się cieszę na to, jak będzie wyglądać po renowacji.  Spójrzcie na te zdjęcia: na majątek Sarny składały się ogromny folwark, bielnik z siedmioma kotłami, budynek, w którym znajdowała się maszyna do obróbki płótna, cegielnia, wapiennik, działał również kamieniołom wapienia. Kilkadziesiąt lat później Sarny były już znaczącym ośrodkiem produkcji płótna, trzymano tu również merynosy a cegielnia była w stanie wyprodukować prawie dwanaście tysięcy cegieł.

Po II wojnie światowej pałac zajęła Armia Czerwona, potem był użytkowany przez PGR. Dziś stoi zrujnowany, zaś w zabudowaniach gospodarczych mieszka kilka rodzin.

Co będzie się mieścić w Sarnach po remoncie, nie wiem. Wiem, że kolejny dolnośląski zabytek zostanie uratowany od totalnego zniszczenia. Tylko dlaczego musi to robić obcokrajowiec?


 

Komentarzy: 4
Dumna i uprzedzona, czyli o potrzebie tajemnicy

Dziewczyny, trzeba nam się uczyć od naszych prababek. Dziś będą typowo babskie wynurzenia.
 
Zmogło mnie jakieś świństwo, więc przez dwa dni zaserwowałam sobie w łóżku wszystkie moje, ulubione babskie filmy. Rano wzięło mnie na „Niebezpieczne związki” (te z Glenn Close i Johnem Malkovitchem), potem zaserwowałam sobie po kolei wszystkie odcinki „Dumy i uprzedzenia” z Colinem Firthem, nakręcone wiele lat temu przez BBC. Potem obejrzałam „Dumę i uprzedzenia” z 2005 roku z cudowną Keirą Knightley, a na koniec dobiłam się „Zakochaną Jane”, rzecz jasna Jane Austin. Nie mogę powiedzieć, że jestem fanką twórczości Jane Austin, natomiast „Dumę i uprzedzenie” mogę jeść łyżkami, o każdej porze dnia i nocy. A także wszelkie jej ekranizacje.
 
Zastanowiło mnie, skąd bierze się nieprzerwana fascynacja tym, jakby nie było romansidłem (wiem, zaraz mnie zakrzyczą ci, którzy wiedzą, że książki Austin świetnie malują tamtą epokę, są jej cudownym dokumentem itd., ja o tym wiem, ale chcę teraz o czym innym), dlaczego wszystkie znane mi panie wzdychają do modelu „Pan Darcy”, czyli dumny, zdystansowany, piękny, a na koniec ciepły i szlachetny. I znalazłam odpowiedź. Mieści się w jednym słowie: tajemnica.
 
Spójrzcie na świat, który nas dzisiaj otacza. Gdzie tu miejsce na te cudowne niedomówienia, które pojawiają się w rozmowach bohaterów Jane Austin, gdzie to pełne szacunku zachowanie panów w stosunku do dam, gdzie ta niedostępność, która sprawia, że chcemy ją przełamywać, gdzie w końcu ten niepokój, drżenie serca, niepewność. Gdzie cała ta cudowna gra między mężczyzną i kobietą. Nie oszukujmy się, wszystkie do tego tęsknimy. Bo wszyscy, panowie również, w głębi duszy, jesteśmy romantykami.
 
A dzisiaj wszystko jest na wierzchu. Zabijanie na ekranie, żadna nowina. Porno dostępne dla wszystkich – bardzo proszę. Chcesz na kogoś napluć, piszesz sobie anonimowy post w internecie i najlepiej żeby zawierał jak najbardziej wstydliwe czy intymne szczegóły dotyczące osoby, o której piszemy. Żadnych zasad. Wolna amerykanka. Żadnej delikatności.
 
Wkurza mnie taki świat i choć nie dałabym sobie rady w ułożonym świecie Jane Austin, duszę mam trochę rogatą, to wiem, że świat tworzymy przecież my. I to my przekraczamy coraz częściej wszystkie granice. I niech mi nikt nie zarzuca, że jestem zgorzkniała, mój pan Darcy okazał się ciepły i szlachetnyia. Chodzi mi o to, żeby zostawić sobie coś takiego, żeby mogła zadziałać wyobraźnia, żeby było miejsce właśnie na tę tajemnicę. O nie oszukujmy się, to tajemnica najbardziej pociąga.
 
Świat Jane Austin lubię także przez te cudowne angielskie ogrody, trawniki uprawiane od pokoleń i te dumne posiadłości. Można się na nie do woli naprzeć na wszystkich ekranizacjach jej powieści. Kiedy mieszkałam przez chwilę w Anglii chętnie zwiedzałam te wszystkie miejsca. Dla Was kilka zdjęć, i fragment dialogu z „Zakochanej Jane”, może niezbyt dokładnie przytoczonego. Stary prawnik pyta kuzyna, studenta prawa: Po co jest prawo?
-          Po to, żeby bronić własności.
-          A przed kim?
-          Przed hołotą.
 
Nie wylewajmy wszystkiego przed każdym. Chyba, że macie inne zdanie.
 
 

Komentarzy: 3
Hala Szrenicka, czyli strzeż się prysznica

 
       Wrzątek w toalecie, arktyczna woda w kranie albo suchy prysznic? A może trochę kłaczków kurzu na podłodze, albo mordercze śruby ostrą częścią wystające ze ściany? Macie ochotę na trochę ekstremum? Zapraszam w Karkonosze, do schroniska na Hali Szrenickiej.
      Ty jesteś taka łagodna, że nie napiszesz prawdy – powiedział do mnie z wyrzutem kolega po naszym wspólnym wyjeździe. Łagodna może nie jestem, ale spałam i mieszkałam już w różnych warunkach, w Kambodży, w Wietnamie, w Gambii. Różne rzeczy widziałam, a co gorsze jadłam I choć trudne warunki mnie nie przerażają, to przerażenie w oczach moich przyjaciół dało mi do myślenia. Na Hali Szrenickiej nigdy nie spałam. Kiedy Przyjacióła zarezerwowała tam miejsca, nawte się ucieszyła. Przygotowuję sie do książki o tej części Dolnego Śląsku, więc czemu nie pojechać po cichu i przypatrzeć się wszystkiemu z bliska? 

   Kiedy dostaliśmy klucze do pokoju, z pełną ufnością otworzyliśmy drzwi, żeby stanąć w obliczu czegoś, co już widziałam, a natychmiast skojarzyło mi się z salą więzienną w starym stylu. Więzienie ok, brud – nie. Koleżanka poprosiła, żeby ktoś posprzątał. Przyszedł pan z miotłą. Pozamiatał. No i ślicznie. Nie było źle. Jazda bez trzymanki zaczęła się, gdy ktoś chciał się umyć. No, kochani tak nie można. Łazienki nie sprzątane kilka dni, wrzątek lecący z prysznica. Do diabła, tam są też dzieci! Czy ktokolwiek z Was jest sobie w stanie wyobrazić dzieciaka, na którego nagle z góry leje się wrzątek??? W męskiej łazience (w męskiej była pewnego dnia CIEPŁA woda) spotkałam chłopaka, który żalił się, że woda go całego poparzyła. A zaraz potem wparował inny pan z dziewczyną ubraną tylko w ręcznik i wysmarowaną od stóp do głów mydłem. „Niech pani szybciej wyjdzie spod prysznica (męskiego zresztą), bo w damskiej zabrakło wody i żona nie ma się jak spłukać! No to wybiegłam, prosto na zalaną i nie ścieraną od trzech dni podłogę.
     Takie opowieści można by mnożyć, a ponieważ gorąca, buchająca woda pojawia się i sedesie, schronisko powinno się reklamować hasłem: u nas nawet w WC jest gorąca woda! Jest, ale nie cały dzień, nawet nie pół dnia. Nasza ekipa natomiast wymyśliła piosenkę, która zaczyna się słowami: Strzeż się prysznica, bo to szubienicaaaa...
       I jeszcze jedna sprawa; rozgotowana, nieposolona kasza z sosem to nie jest coś, co lubimy najbardziej. Podobnie śniadanie w formie suchego chleba i trzech plasterków wędliny (ale za to każda inna). Ja rozumiem, schronisko, warunki surowe, ale są granice, których przekraczać nie wolno. Zapytałam ostatnio o Halę Szrenicką jednego z włodarzy położonej niżej Szklarskiej Poręby. Spojrzał na mnie z bólem w oczach i opowiedział: kiedy byłem dzieckiem byłem w tym schronisku, wie pani, tam jest taki specyficzny, brzydki zapach. I teraz, po dwudziestu latach poszedłem tam z rodziną na spacerek. I wie pani co? Dalej jest ten sam zapach...”
       Ps. Ale pierogi na Hali Szrenickiej mają naprawdę pierwsza klasa. I to bez żartów. Wiem, bo pierogi dostały dziwaki, czyli bezmięśni. I jak tu kochać tego Dolnego Śląska? I taki piękny i straszny.

 

 

Komentarzy: 7
Tajemnica klasztornej szafy

Jej wygląd może przyprawić o dreszcze. Szklany wzrok zastygł gdzieś w oddali, surowa twarz tężeje w zamyśleniu. Pozbawioną włosów głowę przykrywa szary welon.

O wizycie w Rytwianach, pięknym pokamedulskim kompleksie już Wam pisałam. Nie pisałam jednak wtedy, co odkryłam tam w szafie zakrystii. Tymczasem, w kościele w szafie od czterystu lat mieszka...kobieta z wosku. Chociaż znalazłam w Internecie trochę wiadomości na jej temat, okazuje się, że jej historia jest bardzo skomplikowana. Być może nie jest nawet kobietą!

Legenda mówi, że kto usunie figurę z Rytwian, czeka go rychła śmierć. Najpopularniejsza legenda o tej dziwnej osobie z wosku mówi, że kiedy właściciel okolicznych dóbr, Stanisław Opaliński, powrócił z Wyprawy Wiedeńskiej zakochał się z prostej chłopce. Wbrew woli całej rodziny ożenił się z nią, a kiedy wkrótce umarła, kazał zrobić pośmiertny odlew jej twarzy i ciała. I tak została do dziś w klasztorze.

Jednak, im bardziej zagłębiałam się w tę historię, tym więcej miałam wątpliwości. Historyczne śledztwo zaprowadziło mnie aż do Florencji, poprzez dzieje niezwykłych namiętności, wydarzeń i skandali. Wyjaśnienie, przynajmniej częściowe, tych zagadek znajdziecie z najnowszym numerze miesięcznika „Focus Historia”. Zapraszam do lektury, i oczywiście do Rytwian.
 

Komentarzy: 1