iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Taki stary, mały Książ

Pogoda, choć nie ma nic wspólnego z zimą, jest ciągle niemal idealna do spacerów i wycieczek. Przeglądając zdjęcia Krzysia Góralskiego, który od lat fotografuje dolnośląskie zamki i pałace, znalazłam tę fotografię. W pierwszej chwili nie rozpoznałam jednak tych ruin. A to przecież Stary Książ, taki trochę Kopciuszek w pobliżu wielkiego zamku Książ. Szczerze mówiąc, też rzadko bywam w Starym Książu, ale a każdym razem, kiedy tam pójdę, potrafię tam spacerować bez końca. To przepiękne, bardzo romantyczne miejsce.
 
Ruiny Starego Książa leżą na skalistym cyplu nad doliną Pełcznicy. Teraz, w zimie, zameczek doskonale widać z zamkowych tarasów, w lecie przysłaniają go drzewa i krzewy. Wzniesiona w XVIII wieku „sztuczna ruina” otoczona była murem, wchodziło się do niej przez most nad fosą i bramę z dwoma wieżyczkami. We wnętrzu znajdowały się m.in. zbrojownia, sypialnie, sale reprezentacyjna i sądowa. Pod kaplicą znajdował się loch. No, po prostu idealna „ucieczkownia”. W XIX wieku Stary Książ był chętnie odwiedzany i zwiedzany.
 
Najsławniejszym wydarzeniem związanym z tym miejscem był z pewnością wielki turniej rycerski, na którym gościł m.in. przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych. Amerykanin nie był jednak zachwycony rycerską zabawą. Ruiny podobały się natomiast wielu innym, wielkim tego świata. Odwiedzali to miejsce m.in. Zygmunt Krasińki, Izabela Czartoryska i Bogusz Zygmunt Stęczyński. Igor Witkowski, autor licznych książek o tajnych broniach II wojny światowej, twierdzi nawet, że hitlerowcy mieli pod Starym Książem tajne laboratoria, co sprawiło, że o malowniczym obiekcie, swego czasu, wiele mówiło się w gronie poszukiwaczy. Choć nikt chyba nigdy nie dał wiary w latające wokół Starego Książa hitlerowskie UFO, to przecież sam zamek Książ ma bogatą drugowojenną historię.
 
Od kilku lat działa tam też trasa turystyczna „Śladami tajemnic II wojny światowej”. Można zwiedzić więc obetonowane sztolnie, które powstały w czasie wojny i poznać trochę zakamarków zamku. Ale pamiętajcie, zwiedzając „duży” Książ, naprawdę warto zrobić małą wyprawę do Starego Książa. Można do niego dojść malowniczym szlakiem od palmiarni w Lubiechowie, albo z samego zamku. A przy okazji dobrze jest się rozglądać. Bo tajemnica może drzemać wszędzie. Dziś w Onecie wisi film o żmudnym odkrywaniu lubańskich podziemi. Gratulacje dla odkrywców, a przy okazji przypomnienie: tajemnice lubią cierpliwych.

Komentarzy: 5
Świąt pełnych skarbów!

 

Jakoś tak się zgadało z kolegą, który od lat zajmuje się radiestezją, że zarówno do niego, jak i do jego kolegów, w tym wróżek i jasnowidzących, często zgłaszają się poszukiwacze skarbów. Przynoszą mapy lub strzępy informacji i proszą, żeby paranormalnymi metodami pomóc odnaleźć im złoto, albo skrzynie, albo jeszcze cokolwiek innego. I opowiedział mi ciekawą rzecz. Prywatna inicjatywa, zgłasza się eksplorator z dużym zapleczem finansowym i szuka pewnego legendarnego skarbu. Jasnowidz i radiesteta wskazują miejsce, w którym w zboczu góry jest pustka, badania bezinwazyjne potwierdzają, że w tym miejscu może coś być, wjeżdża koparka ...a tam nic. O skarbach nie ma mowy, nie ma nawet sztolni, dziury, czegokolwiek. 
           
Kilkakrotnie byłam świadkiem takich poszukiwań, w których brali udział ludzie o niecodziennych zdolnościach. Nie znam osobiście przypadku, w którym takie metody by dały efekt, ale o nich słyszałam. Mamy w Polsce, co najmniej dwóch wyspecjalizowanych w takich poszukiwaniach jasnowidzów, ale efekty swoich prac, na ogół zatrzymują dla siebie. Tym bardziej, w czasie, gdy spełniają się marzenia, życzę Wam i sobie, cudownych odkryć, interesujących informacji, dobrych przyjaciół na poszukiwawczej drodze i fantastycznych podróży. I oczywiście Wesołych Świąt!    

 

Komentarzy: 0
Rozmyślania nad stołem

Janek Stradowski z „Focusa” postraszył mnie, że po śmierci nic nie ma i tym, dość autorytatywnym stwierdzeniem wprawił mnie w głęboki smutek. Naprawdę poczułam się jakoś tak... dziwnie, chociaż Janek przecież wszystkiego wiedzieć nie może.
Jakoś od lat przyzwyczaiłam się myśleć, że pewnego dnia pohulam sobie po Zaświatach, że życie nie skończy się tak trochę bez sensu, że może będę z tamtej strony dawać Bliskim jakieś znaki. Z drugiej strony, setki, a nawet tysiące stron internetowych straszą nas końcem świata, zastanawiam się, co by to było, gdyby tak nagle wszyscy zaczęli się pchać w te Zaświaty? No przecież byśmy się wszyscy potrącali, gubili, gdzie znaleźć potem męża, dzieci, przyjaciół, a nawet wrogów? Wiadomo przecież, że lepszy wróg znany niż jakiś nowy i nieoswojony.
I tak sobie myślałam o tym stojąc w niedzielę w naszym Zakładzie Medycyny Sądowej nad stołem, na którym leżało dwóch rosyjskich żołnierzy z czasów II wojny światowej. A właściwie nad tym, co z nich zostało. Fragmenty czaszek. Fragmenty żuchwy. Dwadzieścia sześć luźnych zębów Trochę zbutwiałych kości. Dwie pary zniszczonych butów, jedna para zdobyczna, solidna, niemiecka i druga, biedne jakieś kaloszki. Trochę korzeni, które znalazły sobie miejsce w dziurkach przynależnych sznurówkom. Do tego resztki scyzoryka. I jeden nabój. Wszystko uwalane w ziemi, bo szczątki przyjechały w kartonowym pudle spod Wrocławia. Zostały wykopane przez przypadek, przy okazji prac ziemnych. Leżą tak na jednym stole, ułożone w rzędach, kości ręki obok kości ręki, kości czaszki obok żuchwy i tak dalej. Tyle z nich zostało. Nie wiadomo, jak zginęli, choć stan kości mógł sugerować, że np. rozerwał ich jakiś pocisk. Byli młodzi, to lekarze wyczytali z zębów.
Ileż takich szczątków ciągle można znaleźć, choć tyle lat minęło od czasów wojny... I tyle z nas zostaje, tutaj. A co dalej? No właśnie... Wolę się trzymać swojej koncepcji.

Komentarzy: 1