iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Włos Napoleona

 

Odnalazłam nowe miejsce. Czasem wydaje mi się, że objechałam już wszystkie zamki i pałace, a tymczasem ciągle pojawiają się kolejne niespodzianki. Tym razem to Witaszyce (nie mylcie z dolnośląskimi Witoszycami) koło Jarocina.
 
Wybraliśmy się ze znajomymi do tamtejszego pałacu i przepadliśmy. W dworze obok głównej rezydencji mieści się jedyne w Polsce Muzeum Napoleona. Do tego prywatne. Właściciel to niesamowita kopalnia wiedzy o epoce napoleońskiej, kolekcjoner, szperacz i kopalnia ciekawostek. W jednej z gablot leży, opatrzony specjalnym certyfikatem, włos Napoleona. Oryginał. W poszczególnych pokojach rekonstrukcje najważniejszych bitew, broń, mundury, niezwykle ciekawe dokumenty. Wolno ubrać się w mundur i zrobić sobie zdjęcie. Noclegi w pałacu również stylowe, warto więc tu zajrzeć. Jakby tego było mało, to tato twórcy tego muzeum ma największa w Polsce kolekcję związaną z bractwami kurkowymi. Na mnie zrobiła wrażenie, bo znajduje się w prywatnym, starym dworze, z niezwykłym klimatem. A propos, klimatu, w samych Witaszycach podobno straszy. Po korytarzach chodzi pan bez głowy popalając cygaro... Jak to robi? No, to jest dla mnie zagwozdka.
 

 

Komentarzy: 1
Przez Śląsk Orient Expressem

 

Przede wszystkim dziękuję wszystkim Czytelnikom, którzy odwiedzili mnie w poniedziałek w Krakowie w Piwnicy pod Baranami. Dziękuję Wam za ciepłe słowa, cytrynówkę i mnóstwo ciekawych, nowych informacji. Tym, którzy mają niedosyt dolnośląskich tajemnic, obiecałam jeszcze coś ciekawego pokazać.
 
Stąd też dzisiaj kilka zdjęć z Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej. Wiem, wiem, brzmi nudno, ale na pewno się nie zawiedziecie, jeśli tylko zdecydujecie się tu przyjechać. Kolej jest naprawdę bardzo romantyczna.
 
            W Jaworzynie dawno nie byłam, ostatni raz, kiedy opisywałam muzeum w książce „Niezwykłe miejsca wokół Wrocławia. Tajemnice, skarby, pałace”. Wiele się od tamtego czasu zmieniło. Bilet (dla ciekawych) kosztuje 10 złotych, przewodnik w stroju kolejarza oprowadza pomiędzy wielkimi, starymi lokomotywami opowiadając ich historię. Ciągle sporo emocji wzbudza kolekcja starych motocykli Adama Mellera (wujku, pozdrowienia!), a szczególnie opowieść o tym, który przetrwał we Lwowie, w czasie II wojny światowej tylko dzięki temu, że pewien nauczyciel zamurował go pomiędzy ścianami. To musi być coś, znaleźć takie cudo w ścianie domu. Swoją drogą, parę osób wie, że kilka lat temu, w okolicach Srebrnej Góry zostały odnalezione dwa motory z czasów wojny w znakomitym stanie. Ech, pomarzyć można... Ale...
 
W skansenie w Jaworzynie niezmiennie robi na mnie wrażenie lokomotywa, która w latach 40. ubiegłego wieku ciągnęła słynny Orient Express. Choć ma co do tego absolutnej pewności (podobno jest jej gdzieś tak z 80 proc), ale lokomotywa w tym czasie służyła na Węgrzech. To właściwie nie lokomotywa, to potwór. Gigant. Monstrum. Wielkolud. Jej koła mają niemal wysokość człowieka. Cała wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Przetrwały tylko takie dwie lokomotywy na świecie, ta nasza dzięki.... Hortexowi, który wykorzystywał ją jako kocioł. Ta lokomotywa jest po prostu cudowna i niestety, zdjęcia nie oddają jej uroku. Najsmutniejsze jest jednak to, że jest w strasznym stanie. Na Zachodzie takie lokomotywy jeżdżą, zarabiają na siebie i występują gdzie się da. 
 
Kiedy podróżowaliśmy przez Norfolk, gdzie się tylko dało, jeździliśmy sobie zabytkowymi pociągami. Na stacyjce w Weybourne odtworzona została atmosfera z lat 20. XX wieku. Na peronie czekają walizki, w toaletach nic nie zmieniło się od prawie stu lat, do pociągu wsiadają „ranni” żołnierze z czasów I wojny światowej. Zabytkowa kolej jeździ codziennie i wszystkim się opłaca. We Francji, w Martel, zabytkowy skład ciągnie lokomotywa...z Chrzanowa! Francuzi ją odkupili, wyremontowali i jeździ. I też się opłaca. A u nas?
 
Niedawno redakcja „Traveler National Geographic” zamówiła u mnie tekst o kolei Doliny Bobru. Na początku stycznia nikt, ani na PKP, ani w Informacji Turystycznej, ani w stosownych urzędach nie był w stanie mi powiedzieć, czy kolej jeździ. W końcu pan starosta lwówecki osobiście do mnie zadzwonił z dobrą informacją: będzie jeździć. Kilka dni temu usłyszałam jednak w radio, że ta linia zostaje zlikwidowana. Bo się nie opłaca. Wierzcie mi, nie ma piękniejszej trasy kolejowej na Dolnym Śląsku. Pisałam o niej jakiś czas temu. Żal serce ściska. Tak, czy siak, w Jaworzynie Śląskiej można poczuć, przy odrobinie wyobraźni, ducha dobrych czasów. W najbliższym czasie, jedna z lokomotyw ma ruszyć w krótkie trasy. Trzymam za to kciuki. Z cichą nadzieją, że coś się kiedyś w końcu zmieni.
 
1.      Przewodnik pokazuje motor ukryty w ścianie.
2.      Skansen w Jaworzynie
3.      Potwór z Orient Expressu
4.      Nasz Dzierżyński we Francji
5.      Kolejka w Martel.
6.      Zabytkowy pociąg wjeżdża do Weybourne.
7.      Stacyjka, na której zatrzymał się czas.
8.      Zamiast lekcji, przejażdżka pociągiem w strojach epoki.

 

Komentarzy: 1
Płot i wanna


       Świat patrzył na niszczone egipskie skarby, a na naszym dolnośląskim podwórku, po cichutku, złodzieje ukradli zabytkowe bramy z terenu Kościoła Pokoju w Świdnicy. Bramy warte są ponad 25 tys. zł, ale w skupie złomu udało się sprzedać je za 300 złotych.     

      „Jesteśmy chyba jedynym krajem, w którym kradnie się płoty” – zdenerwował się mój „połowiec” – „Gdyby u nas naprawdę przestrzegano prawa własności i każdy wiedział, że może dostać w łeb, jeśli wejdzie na czyjś teren, zupełnie by to wszystko inaczej wyglądało”. Nie wyobrażam sobie księdza Waldemara Pytla, gospodarza Kościoła Pokoju, a tym bardziej Bożeny, jego subtelnej żony, „dających komuś w łeb”, ale co prawda to prawda. Na złodzieja trzeba uważać, bo nie daj Bóg, przewróci się na źle wytartej podłodze w naszym domu i zaraz będziemy mieli kłopoty. Na końcu naszej ulicy jest skup złomu. Wielkie hałdy różnych dziwnych przedmiotów piętrzą się tam ku niebu. Kto wiem, jakie płoty i skąd. Pomysłowość, ale i bezczelność złomiarzy granic nie zna. Kiedyś w naszym sadzie stała wanna. Postawiła ją jeszcze moja babcia a i wanna była babciowa. Taka stara, żeliwna, na lwich łapach. Pewnie zapytacie, po co komu wanna w ogródku? Babcia łapała w nią deszczówkę. Dawniej babcie miały takie pomysły. Przyzwyczaiłam się do tej wanny, była jakimś skarbem z dzieciństwa, choć walorów estetycznych na tym ogródku wielkich raczej nie miała. Wyjechałam kiedyś na parę dni, wracam, czegoś mi brakuje. Nie ma wanny! Wynieść taką wannę to jest coś! Trzeba ominąć dom, zakraść się na tyły, i ten ciężar po cichu przemycić. Potem przeczekać do rana i sprzedać. Za ile? Za parę groszy. 
      Przydać może się wszystko. W Marrakeszu widzieliśmy dom zrobiony niemal w całości ze starych telewizorów. Nie ma co porównywać zabytkowych bram do mojej wanny. Ale czyż nie jesteśmy jedynym krajem, w którym kradną wanny?

  

 


 

Komentarzy: 3