iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Szwajcaria Saksońska, czyli wędrówka w stylu bio

 

Po wizycie w Czeskiej Szwajcarii pojechałam teraz do Szwajcarii Saksońskiej. Z Wrocławia można tam dojechać pociągiem i to w miarę szybko, ale – uwaga – nie jest to tania podróż. Bilet z Wrocławia do Drezna kosztuje 167 złotych, zaś z Drezna do Schmilki, gdzie nocowałam – 11 Euro. Podróż jednak trwa niecałe cztery godziny.
 
Największą atrakcją Szwajcarii Saksońskiej są słynne formacje skalne Bastei. Związane są z nimi opowieści o rycerzach rozbójnikach, zaś dla świata odkryli je romantyczni malarze. Największą zasługę w tej materii miał Caspar David Friedrich. Dzisiaj Bastei są najpopularniejszym celem jednodniowych wycieczek. Ze skał można podziwiać fantastyczne widoki, m.in. na Łabę, jednak najczęściej fotografowanym elementem wcale nie jest przyroda. Na większości zdjęć widać...most. Ale od początku...
 
Ścieżką malarzy
Tak naprawdę nic nie zapowiada całej tej orgii fantastycznych widoków. Autobus wjeżdża na zatłoczony parking (podobno w weekendy nie można tu wcisnąć szpilki), potem krótki spacer wzdłuż restauracji, hotelu i budki z pamiątkami. Kilka zdjęć na punkcie widokowym, z którego można wypatrzyć odległą twierdzę Königstein. Choć w Internecie znalazłam informację, że na wejście do skalnego miasta trzeba płacić, nie ma w tym prawdy. Wejście jest bezpłatne, jedynie ci, którzy będą chcieli obejrzeć ślady (zachowała się właściwie tylko cysterna) twierdzy Neurathen zapłacą jedno Euro. Do pozostałości twierdzy prowadzi most z 1851 roku. Został przewieszony nad czterdziestometrowym jarem i łączy poszczególne baszty skalne (Bastei to właśnie baszta). Most ma 76 metrów długości i 7 przęseł. Skały zaś wyrastają 190 metrów nad Elbą. Nie wymyślę nic nowego niż inni, rzeczywiście, tutejsze widoki zapierają dech w piersiach. Wielka przestrzeń, cudownie oświetlone przez słońce skały, można by się wpatrywać w ten widok godzinami, gdyby nie drobny szczegół. Tu naprawdę, nawet w środku tygodnia, są tłumy turystów. Przebywanie w tłumie nie sprzyja romantyzmowi.
 
Przez most wiedzie słynny Ścieżka Malarzy (Malerweg), szlak, który ma długość 112 km. Jego nazwa wzięła się od wszystkich, zauroczonych tymi okolicami artystów. Widoki Szwajcarii Saksońskiej inspirowały Roberta Sterla, Bernardo Bellotto, czy Ludwiga Richtera. 
 
Wiele osób, które tutaj przyjeżdżają, wchodzi na słynny most i po przejściu najbardziej atrakcyjnego fragmentu szlaku, po prostu wraca. Tymczasem, tu naprawdę jest gdzie chodzić. W wiele miejsc nie zapuszczają się już turyści, częściej wspinacze, warto więc poeksplorować mniej znane ścieżki. Przy szlaku z mostu do położonego nad Łąbą Rathen można również popływać łódką, w wodzie zaś odbija się skała nazywana ze względu na swój kształt Lokomotywą. W samym Rathen natomiast polecam pysznego pstrąga (11 Euro) i świetne wino.
 
Nocleg ekologiczny
Wzdłuż Łaby nie brak uroczych miejsc noclegowych, mi przyszło spać w niewielkim hotelu „Helvetica” w Schmilce. Schmilka leży zaledwie kilkanaście kilometrów od Bastei, jest również świetnym punktem wypadowym do twierdzy Königstein oraz Czeskiej Szwajcarii. „Helvetica” jest miejscem, które chwali się tym, że jest absolutnie „bio”. Hotel położony jest tuż nad Łabą, od rzeki dzieli go jedynie wąski pas zieleni i ścieżka rowerowa, która prowadzi aż na północ Niemiec. Pokoje są niewielkie, całość bardzo przytulna, tutejsze „spa” mieści się na dobrze nasłonecznionym strychu. W restauracji panuje miła atmosfera relaksu. Jak już wspomniałam, wszystko jest tu „bio”. Mięso zamawiane jest u wybranych dostawców, koło hotelu znajduje się niewielki ogródek ziołowy, wszystko jest tu ekologiczne, w restauracji wybór herbat z całego świata. Przykładowe menu: sałatka, zupa z pokrzywy na śmietanie, rolada szpinakowo-ziemniaczana albo szparagi z szynką. Do dyspozycji masażysta, sauna, bezpłatne lekcje Tai Chi itp. Dwa pokoje są wyjątkowe. Wyłożone sosnowym, surowym drewnem, pozbawione telewizorów, ich ściany podobno nie przepuszczają smogu elektromagnetycznego. Fiu, fiu, podobno trudno w nich dostać miejsce, choć mi niezbyt przypadły do gustu. Trochę przypominały mi (może ze względu na to drewno) saunę. Spałam w „zwykłym” pokoju i muszę przyznać, że w Helvetice panuje cudowny spokój. Nie przeszkadza tu nawet pociąg sunący po drugiej stronie rzeki. Żeby jednak osiągnąć pełnię szczęścia, trzeba mieć zasobną kieszeń. Helvetica, może ze względu na to „bio” jest drogim hotelem. W sezonie dwójka kosztuje 200 Euro za dobę, poza sezonem ok. 140 Euro. I choć uważam, że spokój nie ma ceny, to ta akurat wydaje się nieco wygórowana.
 
Punkt widokowy z widokiem na Elbę. Ten tłum turystów trochę przeszkadza, ale co robić?
Słynny most, ikona Szwajcarii Saksońskiej.
Wejść na taką skałę to jest coś!
Wcale się nie dziwię, że ten widok uwiódł malarzy. Podobno szczególnie piękne jest tutaj, kiedy podnoszą się poranne mgły, ale niestety, nie dane mi było zobaczyć.
A tutaj można popływać w cieniu
Przy szlaku do Rathen pyszne pstrągi w tej restauracji.
I promem na drugą stronę rzeki.

 

Komentarzy: 4
Skały pełne fantazji

 

Trzeba mieć fantazję, żeby wybudować w takim miejscu coś takiego. Trzeba mieć fantazję, żeby w górach wyrzeźbić taką formę. W tym wypadku fantazję miała i Natura i człowiek. Pravčická brána w Czeskiej Szwajcarii to najpopularniejsze miejsce w tamtej okolicy i symbol całego parku (pisałam o nim trochę poprzednio). Ogromny, skalny łuk ma rozpiętość 26,5 metra u spod i wysokości 16 metrów.
 
My wybraliśmy do niego drogę żółtym szlakiem z Mezny, żeby potem, już przy asfaltowej drodze pójść dalej szlakiem czerwonym. Pierwszą część trasy przejechaliśmy na rowerach i uprzedzam, że choć trasa nie jest trudna, jest na niej kilka kamienistych odcinków i lepiej wtedy nie szarżować. W miejscu, gdzie wchodzimy na czerwony szlak, trzeba zostawić rowery. Z pewną obawą przymocowaliśmy je przy drewnianych barierkach i ruszyliśmy na górę. Ścieżka jest prosta, choć ostro pnie się pod górę. Mostek z datą 1880 daje przedsmak tego, co zobaczymy na górze. A tam niespodzianka.
 
Tuż przed wielkim łukiem skalnym, największym w Eurpie, jakby wciśnięty w skały, stoi uroczy pałac. To Sokole Gniazdo wzniósł w 1881 roku w miejscu chaty z dębowych bali książę Edmund Clary-Aldringenu. W 1841 roku, mając 28 lat ożenił się z hrabianką Elisalex z rodu Kutuzowów. A jako, że lubił polować, często zaglądał do Czeskiej Szwajcarii. Zasłużył się również dla tutejszej turystyki.
 
Dzisiaj w Sokolim Gnieździe mieści się restauracja, ale większość turystów i tak wybiera posiłek na otwartym powietrzu pod samym łukiem. Można tu wypić piwo, albo zjeść kiełbaskę. Potem koniecznie trzeba obejść wszystkie miejsca widokowe, żeby z różnej perspektywy spojrzeć na te wspaniałe skały. A dla odpoczynku polecam rejs stateczkiem z pobliskiego Hrenska, albo w kierunku Decina, albo w drugą stronę, do Bad Schandau. Na zachętę kilka zdjęć z tej okolicy.

 

Komentarzy: 0
Mezna, czyli serce Czeskiej Szwajcarii

Ostatnio pisałam o skansenie, który się tworzy, a dzisiaj o wiosce, która wygląda jak skansen, ale nim nie jest. Na „dłuuugi” weekend wybraliśmy się do Czeskiej Szwajcarii.

Z Wrocławia można tam dojechać zaledwie w trzy godziny, my jednak wybraliśmy drogę „malowniczą”, przez Rudawy Janowickie a potem Szklarską Porębę i zabrało nam to dokładnie pięć godzin. Również podróż samochodem od Chřibská, które leży na wchodzie Parku Narodowego Czeska Szwajcaria do Mezny, gdzie znaleźliśmy noclegi jest podróżą przez świat sprzed lat. Po drodze mnóstwo malowniczych, przysłupowych domków, starannie wypielęgnowane sady, cudowne widoki. Jakoś tam wyjątkowo czysto i schludnie. Nawet tak trochę cukierkowo. Wszystkie wioski po drodze wyglądają właśnie jak skansen, tyle, że ciągnący się kilometrami i wzdłuż drogi.

Nocleg zamówiliśmy w wioseczce Mezna. Trzeba do niej odbić z „głównej” (trochę to szumnie powiedziane) drogi. W Meznie droga się kończy, ale to nie znaczy, że wioska jest odcięta od reszty świata. Dojeżdża tu autobus, z samej Mezny można też dostać się specjalnym, zabytkowym autobusem do słynnej twierdzy Königstein po niemieckiej stronie. Z wioski startuje się do spływu przełomem rzeki Kamienicy do Hrenska (do rzeki trzeba iść ostro w dół około 1,5 km, ale naprawdę warto), stąd wiedzie też piękny żółty szlak do Pravčickiej Brany, jednej z największych atrakcji regionu. To największy naturalny skalny łuk na kontynencie i symbol całego parku. Z Mezny to zaledwie pięć kilometrów, ale o tym następnym razem..

Mezna ma kilka miejsc, w których można się zatrzymać, dwa hotele i pensjonaty, my jednak zdecydowaliśmy się na domek do wynajęcia. Nazywa się Trixi’s Guesthouse, znajduje się po numerem 2 i nie jest łatwo go znaleźć. Tuż za hotelem Hubert trzeba ostro skręcić w lewo i drugi dom po prawej będzie domem gospodyni. Trzeci w kolejności to ten dla gości. Nie ma tam żadnych oznaczeń, więc warto takie rzeczy wiedzieć. Beatrice Blaha, Austriaczka z barwnym życiorysem, wynajmuje obok domek, w którym może pomieścić się dziesięć osób (uwaga, najładniejsze pokoje na piętrze).

Gospodyni mówi po angielsku i po niemiecku, domek wyremontowała niemal od podstaw, z tyłu znajduje się niewielki taras i przeszkolony pokój zimowy, z którego roztacza się piękny widok na las. Poza sezonem nocleg ze śniadaniem kosztuje tu 490 Kč od osoby, można jednak wynająć pokoje bez śniadania (wtedy taniej), albo hurtem cały domek. Wynajęcie na cały tydzień kosztuje 18 tys. Kč czyli 1800 Kč na jedną osobę. Pokoje mają toalety, umywalki i prysznice. Specjalnie nie nazywam tego łazienkami, bo wszystko jest osobno. Tylko jeden pokój ma oddzielną łazienkę, w pozostałych umywalka i prysznic są częścią sypialni. Prawdopodobnie wynika to z konstrukcji domu i ułożenia belek.

Do Internetu, niestety, nie można się podłączyć, co jest bolesne ze względu na brak dobrych informacji o godzinach otwarcia różnych atrakcji, dojazdach itd., szczególnie teraz, przed sezonem. Jeśli więc planujecie wyjazd w tamtym kierunku, trzeba wcześniej porządnie się przygotować. Polecam Trixi’s Guesthouse, standard domku jest wysoki, w pobliskim Penzion na Vyhlídce pokoje są nieznacznie tańsze, ale nie mają łazienek. W hotelu noclegi są dwa, albo trzy razy droższe. Oczywiście, kto co lubi, ja jednak wolę nocować w czasie takich wyjazdów, albo w agroturystyce, albo właśnie w takich domach. A i sama wioska jest bardzo malownicza, co – mam nadzieję – widać na zdjęciach.

Do Mezny przyjechaliśmy 30 kwietnia, czyli w dniu, w którym obchodzi się Noc Walpurgii. Okazało się, że i mieszkańcy wioski postanowili zrobić sobie tego dnia obchody, ale w zupełnie dla nas obcym stylu. Wszyscy zebrali się na przystanku autobusowym, zrobili pod nim wielkie ognisko, z bagażnika jednego z samochodów serwowano kiełbaski, grog i piwo i wszyscy – co było widać i słychać - świetnie się bawili. Dzieci i niektórzy dorośli przebrali się za czarowników i czarownice, zaś pierwszym punktem programu było właśnie palenie czarownicy. Zabawa trwała do białego rana i miałam takie wrażenie, że ta sąsiedzka zabawa bardzo wszystkich jednoczy. Może to trochę zabrzmi górnolotnie, ale w czasach, gdy wiele osób kontaktuje się głównie przez Skype lub pocztę mailową, fajnie jest zobaczyć jak wygląda sąsiad.

Zdjęcia:
1. Pravčicka Brama – symbol Czeskiej Szwajcarii


2. Mezna – stare domy jak nowe


3. Kolejny dom z Meznej


4. I znowu Mezna – moim zdaniem, jeden z najpiękniejszych budynków we wsi


5. Zaczyna się wiejska Noc Walpurgii


6. Pa, pa czarownico....


7. Trixi’s Guesthouse – mieszkanko, które polecam


8. Czteroosobowy pokój na piętrze
 

Komentarzy: 0