Dzisiaj mamy różowe serduszka z pluszu, jabłka z napisem „kocham Cię” i absolutny obowiązek robienia wszystkiego, żeby ten jeden, jedyny dzień w roku wyglądał na wyjątkowy. Nawet, jak ktoś stuknie czasami połowicę w nos, to dzisiaj powinien przybiec z kwiatami, paść na kolana, zakrzyknąć „kocham Cię”, albo wręczyć chociaż to jabłuszko (3,50 za sztukę, można się wykosztować).
Nie wiem, czy z tego wszystkiego więcej jest miłości na świecie, ale obrót w branży jabłuszek i poduszek zwiększa się nadzwyczajnie. Z drugiej jednak strony, fajnie mieć święta, bo święta łagodzą obyczaje, a miłości nigdy nie za wiele. Powiedzcie mi tylko, czemu do historii przechodzą głównie te miłości nieszczęśliwe, tragiczne, niespełnione, czemu nikt nie pamięta po latach o dobrych i stabilnych związkach?
Jeżdżąc po Dolnym Śląsku znalazłam ostatnio dwie płyty nagrobne. Do pierwszej z nich rzadko kto dociera. Znajduje się w kościele św. Mikołaja w Świnach. To malutka świątynia tuż koło wielkiego zamczyska, do której klucze ma pan opiekujący się zamkiem. Zaraz za wejściem, po prawej stronie znajduje się epitafium Urszuli von Zedlitz z Prusic. Dziewczynka była sierotą i państwo ze Świn adoptowali ją. Zmarła jednak bardzo szybko, w wieku 17 lat. Zmarła, ponieważ połknęła ...igłę.
Zapytałam znajomego chirurga, jak to jest połknąć igłę i to jeszcze wieki temu, a ten aż się wzdrygnął. Igłę? To nie lepiej jej było rzucić się z wieży? Połknięcie igły wiąże się ze strasznymi męczarniami...- wykrztusił. No cóż...
Nawet nie wiedział, jak tymi słowami dotknął legendy związanej z Urszulą. Mówi ona, że dziewczyna popełniła w ten sposób samobójstwo. Podobno zakochała się w mężczyźnie niższego stanu, przybrani rodzice natomiast zamierzali ją wydać za mąż za kogoś zupełnie innego, i – przy okazji, innego stanu. Wzięła bidula i targnęła się na życie....
Co za historia! Najdziwniejsze jest jednak to, że po dwóch dniach odnalazłam drugą pannę z igłą. Jej płyta nagrobna znajduje się w kościele w Radomierzu i legenda mówi, że... panna ta była niezwykle chytra. Tak chytra, że suknię ślubną, z oszczędności, postanowiła uszyć własnymi rękoma. Miała pecha, coś się omsknęło i również połknęła igłę. Konsekwencje tego połknięcia znajdują się niestety, na murze świątyni...
Ale to jeszcze nie wszystko. Moje ukochane Rudawy Janowckie mają wszak cudowną i tragiczną opowieść o innej, ślicznej pannie, która nie mogła wyjść za mąż za tego, kogo kochała. Mowa o Elizie Radziwiłłównej, córce Antoniego Radziwiłła. Jej wybrankiem był późniejszy cesarz Wilhelm I. W 1820 roku wyznali sobie miłość. Doszło do zaręczyn i zaplanowano ślub. Wkrótce okazało się jednak, że Prusy nie chcą widzieć Polki na niemieckim tronie. Długo by pisać o powodach, zakochana Eliza nie miała żadnych szans. Wilhelm wybrał w końcu koronę, ożenił się z weimarską księżną Augustą, wnuczką Pawła I, rosyjskiego cara, i podobno tej decyzji żałował do końca życia. Augusta miała piętnaście lat, kiedy poznała narzeczonego, zaręczyli się pod koniec sierpnia 1826 roku. W liście do siostry Wilhelm napisał potem, że „człowiek może zakochać się w życiu tylko raz”, i dodał, że Augusta jest „miła i bystra, ale nie żywię do niej żadnych uczuć”. Weimarska księżniczka natomiast zakochała się do szaleństwa i liczyła, że miłość męża nadejdzie w odpowiednim czasie....
Ale to jeszcze nie koniec. A taka Maria Antonina? Kiedy przybyła z Wiednia do Wesalu miała 14 lat i nie wolno jej było zatrzymać nawet osobistej bielizny. W „Czarnej Żmii”, angielskiej komedii, której akcja rozgrywa się na renesansowym dworze, jest taka scena: gapiowaty książę Edward czyta wybranej mu przez ojca narzeczonej książkę. W pewnej chwili słychać zmęczony głos panny; Edziu, jest późno, chyba pora spać. Masz rację kochana – odpowiada książę – już prawie szósta wieczorem. Gasi świecę, a kamera pokazuje ziewającą, może pięcioletnią, szczerbatą dziewczynkę.
Więc teraz sobie tak myślę, że dobrze, że są te Walentynki. Też sobie poświętuję. Za co? Za wolność wyboru, drogie Panie!
Ps: W jednym z ostatnich Newsweeków czytałam, że jakiś naukowiec udowodnił, że można zakochać się na życzenie. Szkoda, że że nasza panna z igłą tego nie wiedziała...