Niestety, skrzyń nie ma. No, może inaczej, pewnie gdzieś są, a przynajmniej jedna, ale nie udało się ich znaleźć.
Skończył się II Ogólnopolski Zjazd Eksploratorów Walim 2009. Jak zwykle, zjechało się wielu moich kolegów i przyjaciół, w ciągu dwóch wieczorów „namierzyliśmy” przynajmniej trzy, nowe, tajne kwatery Hitlera, „odkryliśmy” kolejne, nieznane podziemia, ustaliliśmy, gdzie leży złoto Wrocławia i mamy już pewność, gdzie nie spoczywa Bursztynowa Komnata.

Ale tak na poważnie....
Nie było czasu ostatnio pisać. Poleciałam robić materiał o Wyspach Kanaryjskich, jak zwykle nakupiłam do domu serów i miodów, leciałam z czterema przesiadkami, a moja walizka (pełna tych świeżych serów właśnie) zrobiła sobie dodatkowe, dwudniowe wakacje w Madrycie. Z podróży na te wyspy jeszcze się przed Wami „rozliczę”, ale najpierw musi być o skarbach.

W dniu, w którym moja walizka gdzieś tam ginęła, na zamku Grodno powstawał film o jego tajemnicach. Dla mnie ważny, bo Jan Łukasiak z „Wiedzy i Życia. Innych oblicz historii” i Łukasz Kazek, niestrudzony badacz tajemnic Gór Swoich oraz autor książki o tych niezwykłych okolicach, wykorzystali w nim wątki z moich pierwszych książek.

Co się działo na planie, wiem tylko z telefonów i ze zdjęć, które potem dostałam. Janek i Łukasz postanowili pokazać w swoim filmie opisywaną przeze mnie historię niemieckiego sapera, który, jak twierdził w swoich relacjach, brał udział w ukrywaniu skrzyń w zamku. To długa i bardzo tajemnicza historia, tak tajemnicza i zawiła, że wiele osób przestało w nią wierzyć. Ja powolutku, „dłubię” w niej cały czas i choć do „skarbu” pewnie nie dotrę, to losy niemieckiego sapera a także jego polskich przyjaciół są absolutnie niezwykłe. Kto chce ją poznać bliżej, zapraszam do moich książek.

W Leonhardta von Schrecka, sapera i grupę niemieckich żołnierzy wcielili się członkowie trzech grup rekonstrukcyjnych: z Raciborza, z naszego i z czeskiego Cieszyna. I podobno czas cofnął się w zamku o te kilkadziesiąt lat, do zimowej nocy 1944 roku, kiedy do Zagórza Śląskiego na którym góruje Grodno, wjechała kolumna samochodów, z których jeden wiózł to COŚ, co miało pozostać na kolejne lata w zamku. Podobno widzów przechodziły dreszcze.... Zresztą widać to na jednym ze zdjęć, których autorem jest Piotrek Kałuża.
Trudno się dziwić, ten fragment historii Dolnego Śląska, związany z ukrywaniem tu depozytów, złota, dokumentów i dzieł sztuki, pozostaje ciągle nie do końca odkrytą kartą. Kto nie był w zamku Grodno, powinien się tam wybrać właśnie teraz. Jesień w Górach Sowich jest szczególnie piękna i choć w warowni przydałoby się zadbać choćby o ładną ubikację, to urok całego kompleksu pozwala zapomnieć o różnych, turystycznych, niedogodnościach.

A jeśli już wybierzecie się do Grodna, nie sposób ominąć pobliskich podziemi w Walimiu i pałacu w Jedlince. Właśnie tam, przez cały ostatni weekend odbywały się poszukiwania. Cieszę się, że Sowiogórska Grupa Poszukiwacza, na czele z Piotrkiem Kałużą (ale zupełnie innym, niż ten, który robił zdjęcia w Grodnie) miała na tyle przebicia, żeby znaleźć sponsora. W dzisiejszych czasach to niezbyt łatwe. Grupę wsparło Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A., ale dla nich szukanie w ziemi to zupełna normalka, prawda? Łączenie dużych pieniędzy z dużą fantazją może dać nieoczekiwane efekty, na co bardzo liczę.

O tym co działko się w walimskich sztolniach przeczytacie na stronie Sowiogórskiej Grupy Poszukiwaczej. Mnie znacznie bardziej interesowało to, co działo się w pałacu w Jedlince. Wspominałam Wam o pamiętnikach byłych właścicieli pałacu. Piszę także o nich w mojej ostatniej książce „Zamkowe tajemnice”. W zapiskach znalazła się informacja o Erice, która ukryła przed Rosjanami trzy skrzynie. Działo się to w 1945 roku. W okolicy plotkuje się, że jedna ze skrzyń została już znaleziona. Działo się to wiele lat po wojnie, nie wiadomo kto i kiedy dokładnie, miałby ją znaleźć. Obecni właściciele obiektu pozwolili eksploratorom na przeczesanie terenu wokół zabudowań, wszyscy liczyliśmy, że uda się znaleźć dwie pozostałe skrzynie.
Kiedy silni mężczyźni z wykrywaczami badali okolicę, pan Bugumił Leda, do którego rodziny należy obecnie Jedlinka opowiedział mi najświeższą historię związaną z tymi skrzyniami. Niedawno przyjechał mężczyzna, który wraz rodzicami zamieszkał przy pałacu zaraz po II wojnie światowej. I wspominał, że kiedy był dzieckiem obok zabudowań gospodarczych została odnaleziona skrzynia ze srebrami. Co się z nimi stało, można się tylko domyślać... Czy to oznacza, że dwie skrzynie ujrzały już światło dzienne? Nawet jeśli tak, to gdzieś musi być ta trzecia. Pamiętniki z Jedlinki są niezwykle precyzyjne.
Tym razem się jednak nie udało. Nie wiem skąd, pojawiła się jednak informacja, że w tej trzeciej skrzyni powinna znajdować się porcelana. Mogą być marne szanse na jej znalezienie. Ale próbować trzeba. Na tym polegają przecież poszukiwania.
A w sobotę zostałam zaproszona na poszukiwanie zatopionych dzwonów. To się będzie działo!