W świecie eksploracyjnym dzieje się ostatnio tak dużo, że trudno to wszystko ogarnąć. Dotyczy to także Sieniawki, w której z dnia na dzień pojawia się coś nowego. Kilka dni temu, sporo ciekawych informacji przekazał Jerzy Rostkowski, wszystkim znany badacz tajemnic II wojny światowej i nie tylko.
Wielkie dzięki, i cieszę, że Jerzy znalazł na to czas, mimo, że pędził do drukarni ze swoją nową książką, w której jak mi powiedział „czarno na białym” wyłożył wiele sensacyjnych faktów związanych z archiwum Monte Cassino oraz ....instalacjami atomowymi na terenie okolic Wałbrzycha. Będzie się działo... Do Sieniawki jeszcze wrócimy, za chwilę będę rozmawiać z paniami, które pracowały tam w czasie wojny, dzisiaj jednak chcę zejść do zupełnie innego skarbu.
Odkryłam go zaledwie kilka dni temu, dzięki Łukaszowi Kazkowi, który jest jednym z tych wariatów, dla których tajemnica jest chlebem codziennym. On właśnie zabrał mnie tutaj, chociaż - jak się okazuje - to miejsce znane było niektórym od dawna.
W 1963 roku Jacek Wilczur z Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich szukał w tutejszych podziemiach dokumentów związanych z projektem „Riese”. To krypty pod kościołem św. Jadwigi w Walimiu.
Nie zdawałam sobie sprawy jaki skarb drzemie pod tą świątynią. Aż się prosi, żeby mogli go podziwiać i poznawać dzięki niemu historię okolicy wszyscy, którzy tu przyjeżdżają. Kiedy tam weszłam, natychmiast mi się zamarzyło, żeby każdy turysta, który wędruje pomiędzy zamkiem Grodno w Zagórzu Śląskim a podziemnymi fabrykami w Walimiu, mógł zajrzeć właśnie tutaj i poznać skomplikowane dzieje tego miejsca.
Kościół św. Jadwigi został wzniesiony w XVIII wieku przez rodzinę Zedlitzów. Pierwszym pastorem był tu Scholtz ze Zbylutowa koło Lwówka Śląskiego. Oczywiście, piękne wnętrze samego kościoła, jak i epitafia w przedsionku, są dostępne dla wszystkich. Ale jest jeszcze cudowna wieża, w której trzysetletnie deski trzeszczą i powoli zaczynają się buntować. Weszliśmy z księdzem na samą górę, przeskakując z drabiny na drabinę, zawieszając się niczym dzwony i czytaliśmy kolorowe zapiski na drewnie sprzed stu i więcej lat. Stare mechanizmy zegarów i dzwony wyglądają naprawdę niesamowicie w takim wnętrzu. I pewnie w takie miejsce nigdy nie wejdzie turysta, bo ileż by trzeba środków, żeby to wszystko doprowadzić do bezpiecznego ładu (chociaż może ktoś ma jakiś pomysł?), ale krypta jest już znacznie łatwiejsza do udostępnienia.
W kościele św. Jadwigi, pod wieżą chowani fundatorzy kościoła i dawni panowie okolicy. Leżą tu Zedlizowie i ostatni pan Walimia Wideldorf z rodziną. Jeden z najciekawszych pochówków to 15 - letni syn Zedlizów, który zginął w pojedynku w Berlinie w 1863. Chłopiec został pochowany z ....łasiczką. Ciała są świetnie zachowane, niektóre z nich zostały jednak zbezczeszczone. Zaraz po wojnie do krypty dobrali się szabrownicy, złodzieje szukali kosztowności, stąd uszkodzone wieko jednej z trumien, stąd inna, zupełnie rozwalona trumna z ciałem w takim stanie, że lepiej nie opowiadać.
Ale, jakby na to nie patrzeć, to spory kawał historii. I to łączący dwa obiekty, zamek Grodno, który przecież należał do Zedliztów i podziemnie fabryki Walimia, których dokumentacji szukała właśnie w tych podziemiach Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich. Panowie włodarze, może byc tak pomyśleć o nowej atrakcji, o odkryciu kolejnej kartki z dziejów Gór Sowich?













































.jpg)







.jpg)






