iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Mesjasz w Mniszkowie

            Był wyjątkowo barwną postacią. Obiecywał nieśmiertelność, usiłował uzdrawiać, urządzał rytualne orgie, pozyskiwał dla swojej sprawy władców. Ubogi chłopak z żydowskiej rodziny skończył jako pan z własnym zamkiem, zastępem służących, niewielką armią i gigantycznym tłumem wyznawców.
 
Od kilku dni można oglądać o nim film. Wyreżyserował go Adrian Panek, który po raz pierwszy usłyszał o Jakubie Franku jeszcze w szkole średniej. Czesław Miłosz pisał o nim w „Historii literatury polskiej”. Film ma tytuł „Daas” i jest debiutem młodego reżysera. I muszę dodać, bardzo udanym debiutem.
 
Jakub Frank to postać wyjątkowa i mało znana. Urodził się w 1726 roku na Podolu. Miał 28 lat, kiedy założył szkołę religijną, w której głosił, że sam jest Mesjaszem. A jako, że odrzucał Talmud i uznawał chrzest jako warunek zbawienia, kościelni hierarchowie uznali, że nawrócenie Mesjasza byłoby dla Kościoła prawdziwym sukcesem. Tymczasem Frank zmieniał wiarę kilka razy. W Turcji przeszedł islam, po jakimś czasie przyjął chrzest - jego ojcem chrzestnym został sam król August III - umarł jako wyznawca prawosławia. Tworząc sektę frankistów, obiecywał swoim wyznawcom nieśmiertelność, nauczał, że „droga do komnat świętości wjedzie przez bramy rozpusty”. Stąd orgie, wymiana żon i instytucja „dwunastu sióstr”.
 
Kiedy, podczas epidemii, frankiści zaczęli jednak umierać, rozczarowani donieśli na mistrza, Jakub został skazany na więzienie i osadzony najpierw w klasztorze kamedułów na Bielanach, a następnie na Jasnej Górze. Spędził tam 13 lat życia, odwiedzała go tam żona, odbywały się rytuały z dwunastoma siostrami, które nocowały na terenie twierdzy, powiększała się grupa wyznawców. W twierdzy żona Franka urodziła mu syna, a potem kolejne dzieci. Po wyjściu z więzienia Mesjasz, wraz z piękną córką przybył do Wiednia, gdzie udało mu się uzyskać audiencję u Marii Teresy i jej syna Józefa II. Frank usiłował przekonać władczynię, że jest w stanie przekonać wyznawców judaizmu do nawrócenia się na katolicyzm. Niebagatelnym argumentem była obecność uroczej córki, która wkrótce prawdopodobnie została kochanką Józefa II. Mając takie plecy, Frankowie zaczęli żyć jak królowie. Na ulicach Wiednia pojawiali się otoczeni orszakiem ułanów i kozaków. Utrzymywali własny dwór.
 
O tym właśnie okresie w życiu Mesjasza opowiada „Daas”. Wystąpiła w nim cała plejada naszych znakomitych aktorów, trzeba więc pogratulować reżyserowi siły przebicia. Nazwiska mówią same za siebie: Danuta Stenka, Jan Nowicki, Maciej Stuhr, Mariusz Bonaszewski, Robert Gonera, Andrzej Chyra, zresztą nie ma co wymieniać w nieskończoność, trzeba na ten film pójść. I nie tylko dla niezwykłego tematu i pięknych, nastrojowych zdjęć Arkadiusza Tomiaka, ale przede wszystkim dla miejsc, które każdy, kto podróżuje po Dolnym Śląsku rozpozna z łatwością. 
 
Bo historia Jakuba Franka jest o wiele bardziej zawiła, niż opisałam to tutaj. Zapraszam do lipcowego numeru „Focusa Historia”, gdzie ukazał się obszerny artykuł na ten temat, a także wywiad z Janem Doktórem, który o Franku wie chyba wszystko. Film oglądałam pewnie trochę inaczej niż wszyscy, bo cały czas szukałam znanych mi miejsc. Przede wszystkim zagrał w filmie mój ukochany Mniszków w Rudawach Janowickich. W dworze państwa Krajewskich kręcone były sceny, które dzieją się w polskim domu jednego z głównych bohaterów. Dwór widać tu z tyłu, po sąsiadującej z zabytkiem łące hasa konno Robert Gonera. Równie pięknie, mrocznie, niezwykle sfilmowane zostały wnętrza! Dodatkowo, cudem wypożyczone w sąsiednim gospodarstwie kury prezentują się bardzo godnie.
 
Mglista i deszczowa pogoda sprzyjała twórcom filmu, Mniszków okazał się idealnym miejscem na dramatyczne przygody bohaterów. Sceny pałacowe powstawały w Książu, w Mosznej i w Leśnicy, Wrocław natomiast zagrał Wiedeń. Wprawne oko wypatrzy m.in. nasz Plac Uniwersytecki. Galeria zdjęć z filmu na stronie http://www.daas-film.pl/galeria.html, a ja, jak zwykle, namawiam do wizyty w Rudawach Janowickich. Można zajrzeć nie tylko do Mniszkowa i dworu z „Daas” ale obejrzeć jeden z siedmiu, właśnie wybranych cudów Polski. Na trzecim miejscu tej listy znalazły się Kolorowe Jeziorka i Rudawy Janowickie. Tak, na zdjęciu Krzysztofa Góralskiego, Sokoliki wyglądają z Miedzianki. Pięknie, prawda?

Komentarzy: 0
Krzyżowa Hala, czyli magia jest wszędzie


         Wytrzymacie jeszcze chwilę, jeśli znów opowiem Wam o Mniszkowie? A właściwie o miejscu, w którym niegdyś wznosiły się zabudowania Mniszkowa.  Miejscu, którego widok dosłownie zapiera dech w piersiach.

       To Krzyżowa Hala, dawniej Kreuzwiese, ogromne górskie łąki, powiększone później przez wylesienie terenu na północno- wschodnim zboczu Wołka i wschodnim Małego Wołka. Tyle z geografii.
       A Wy zróbcie tak, od strony Mniszkowa wejdźcie na Wołka, droga jest dość prosta, idzie się nie dłużej niż pół godziny, samochód można zostawić pod szlabanem na samiutkim końcu wsi. Z Wołka przepięknie widać Sokoliki. Można się tu zasiedzieć i patrzeć, patrzeć.... Ale to jeszcze nie gwóźdź programu. Jeśli pójdziecie dalej niebieskim szlakiem i odbijecie w lewo, nagle roztoczy się przez Wami cudowna panorama i staniecie na wielkich, niemalże niekończących się łąkach. Jest tu nie tylko pięknie, ale i niezwykle tajemniczo. Gdzieniegdzie widać ruiny starych domostw, aż trudno uwierzyć, że kiedyś stała tu karczma. Krzyżowa Hala powstała dawno, około XV-XVI wieku, kiedyś znajdowała się osada drwali, potem niewielka wioska. Swoją nazwę wzięła od krzyża pojednania, który tu niegdyś stał. W 1945 roku radzieccy żołnierze zgwałcili i zamordowali tu młodą kobietę. 
         Specjalnie nie będę zamieszczać zdjęcia z Hali, zdjęcia nie są w stanie oddać atmosfery tego miejsca. Podobno jeszcze piękniej jest tu wiosną, kiedy kwitnie tu śnieżyca wiosenna, która ma tu jedno z zaledwie kilku stanowisk w Polsce. Może to nastrój ostatnich, październikowych dni, ale kiedy stoję na Krzyżowej Hali, mam wrażenie, że to miejsce mi się przygląda. Że każdy kamień chciałby coś powiedzieć, ale nie zawsze potrafimy się dogadać. 
 

Komentarzy: 2
Skarb z Mniszkowa, czyli nowa książka na urodziny

 

Życzliwi przypomnieli mi, że mam urodziny. Trudno. Jakoś trzeba to przeżyć. Tak się jakoś stało, że właśnie na urodziny sama sobie zrobiłam prezent, bo właśnie wyszła moja nowa książka, którą teraz świeżutką i pachnącą trzymam w rękach. To „Dolina Królów. Zamki i pałace u stóp Karkonoszy”.
 
Jak zwykle, prawie wszystkie zdjęcia robił do niej Krzysztof Góralski, ja zaś zajęłam się niektórymi tajemnicami moich kochanych Rudaw Janowickich i Kotliny Jeleniogórskiej. Jak tam się zmienia! Jeden z najpiękniejszych parków, jakie znam, ten w Bukowcu, przechodzi właśnie gruntowne zmiany, na romantyczną wieżę widokową zostały doprowadzone schodki, świątynia Ateny odzyskała boczne skrzydła. Szczególnie teraz, w październiku, kiedy wszystko jest złoto-czerwone, ta okolica wygląda magicznie. Niestety, nie udało mi się dotrzeć do wszystkich tajemnic tych okolic, choć pocieszam się, że to się nigdy nikomu nie uda.
 
Bo, na przykład, gdzie jest lew ze Starościńskich Skał?
Kiedy Starościńskie Skały dostały nazwę Mariannenfels, upamiętnione to zostało stosownym napisem z miedzianych literek. Pod napisem ustawiona została ławeczka, nad nią zaś niezwykle okazała figura lwa. Była zrobiona z żeliwa, ważyła ponad dwie tony i została odlana w Gliwicach. Lew dzielnie trwał na posterunku gdzieś do końca lat 70. XX wieku, mimo że widniejące nad nim miedziane literki przepadły zaraz po wojnie. Co się z nim działo dalej? Podobno został zwalony i przepadł. Ułamał mu się ogon. Krążyła plotka, że lew został wywieziony do zamku Czocha, gdzie jest do tej pory.

Przez kogo i dlaczego?
Ta historia mnie zaintrygowała. Zwalić i wywieźć dwie tony to jest coś! Jest tylko jedna osoba, która o zamku Czocha i jego tajemnicach wie wszystko i wybudzona w środku nocy potrafi odpowiedzieć na każde pytanie. To Janusz Skowroński, badacz historii Lubania i okolic. I rzeczywiście!
– W zamku tego lwa na pewno nie ma – oświadczył Janusz. – Ale jest w pobliżu, na zaporze w Złotnikach.
Rzeczywiście jest tam wspaniały lew. Ale pytani przeze mnie konserwatorzy twierdzą, że to nie ten sam. Gdzie jest więc tamten? Niestety, nie udało mi się rozwikłać tej zagadki...  
           
Ludzie znajdują skarby
Ale niektóre tajemnice wychodzą na jaw. Państwo Krajewscy, do których należy dwór w Mniszkowie (pisałam o nim już kilkaktronie) opowiedzieli mi najprawdziwszą historię skarbu ze swojego dworu. Jakiś czas temu dwóch chłopaków znalazło we wsi szesnaście baniek na mleko wkopanych płytko w stok, dnem do góry. Było w nich trochę skarbów, m.in.: cała zastawa srebrna z pałkami książęcymi na dwadzieścia cztery osoby, gumowce, pierzyny, kordonek z 1941 roku ze znakiem swastyki.
 
- Oferowali nam skórzany płaszcz, w jakim chodzili członkowie NSDAP i kieliszki, oraz pękniętą karafkę. Kupiłem od nich zniszczoną lupę do badań stratygraficznych skał – opowiada w mojej najnowszej książce pan Jerzy Krajewski – Ci panowie przynieśli mi również piękne buciki wyjściowe z cielęcej skórki i buty do konnej jazdy. Wycięli z nich herby. Twierdzili, że to wszystko wyjęli z zakopanych baniek. Najciekawsze zdarzyło się jednak potem. Pewnego dnia przyjechał do nas syn dawnego dzierżawcy dworu. Powiedziałem mu o butach a on zapytał: a obcasy pan oderwał? Bo pani baronowa chowała złote talary w obcasach.
Niestety, w obcasach nie było jednak nic...
To Ci historia, prawda?
 
Dwór w Mniszkowie

 

Rudawy Janowickie - nasz cud

Książka Dolina Królowa

Komentarzy: 6