Takie rozmowy czasem bywają trudne. I tak było tym razem. Razem z szefem Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej odwiedziliśmy kilka osób, które mogłyby dodać nieco informacji do historii „podziemnej fabryki” w Sieniawce. I właśnie takie rozmowy bywają trudne, bo nie zawsze każdy chce rozmawiać, nie każdy pamięta tyle, ile byśmy chcieli, niektórzy ubarwiają, inni zaś nie chcą mówić wszystkiego.
Do dziś w Sieniawce mieszka pani Zofia, która została przywieziona na Dolny Śląsk w 1943 roku. Miała wtedy dwadzieścia lat, przez sześć miesięcy, od marca do października, pracowała w gospodarstwie w Sieniawce, tu też wyszła za mąż. Jej mąż, Adolf, zajmował się m.in. dowożeniem m.in. brukwi na zamknięty teren, pod którym mają znajdować się podziemia.
Jak opowiada, mąż dostał te tej pracy specjalny płaszcz wojskowy, oznaczony na plecach czerwonym znakiem przypominającym od biedy literkę V ale bez połączenia na dole. Kiedy wjeżdżał na teren zakładów i zaczynał wyładowywać brukiew i, pracujący tam jeńcy natychmiast usiłowali ją na surowo zjeść, Niemieccy strażnicy zaś brutalnie ich odpychali.
Już w 1945 roku mąż pokazał pani Zofii miejsce, przypominające niewielkie wzniesienie i wskazał je jako wejście do czegoś w rodzaju tunelu. Mówił, że tam zapędzono część jeńców i – jak się –wyraził – zabetonowano.
Łużycka Grupa Poszukiwawcza (ŁPG) zna to miejsce i pewnie będzie jednym z pierwszych badanych w czasie prac terenowych.
Pani Zofia wspomina też, że 1954 roku do Sieniawki przyjechał inżynier z Wałbrzycha, który inwentaryzował cały teren zakładów. Z Adolfem, mężem pani Zofii usiłowali w jednym z miejsc, bezskutecznie wypompowywać wodę, która po kilku chwilach znowu się pojawiała. Ci ciekawe, inny z mieszkańców Sieniawki wspomina o tym, jak podczas podobnych (a być może tych samych prac) woda wybiła na wysokość 3 metrów (inni twierdzą, że na 6 metrów) i zalała teren wokół dawnych zakładów.
Inna, 90-letnia pani z Sieniawki, Francuzka, która przyjechała tu do pracy w czasie wojny twierdzi natomiast, że Niemiec, który pracował w zakładach powiedział jej, że jest „rozkaz zalania Sieniawki”.
Wszystko zaczyna układać się w logiczną całość, choć do rozwikłania tajemnicy jeszcze bardzo daleko. Jeśli wszystko pójdzie tak jak trzeba, prace terenowe rozpoczną się wiosną. Jest jeszcze ciekawa sprawa zasypanego po wojnie już wejścia do ewentualnych podziemi, ale o tym już wtedy, gdy ŁGP mi pozwoli.