iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Szaber, czyli gdzie są skarby

     Zaraz po wojnie Plan Grunwaldzki we Wrocławiu zamienił się w wielkie targowisko nazywane popularnie szaberplacem. Tutaj handlowano, albo wymieniano to wszystko, co można było znaleźć w poniemieckich domach. Oczywiście, robili to „detaliści”, hurtownicy, czyli Armia Czerowna i jej brygady zdobyczy wojennych załatwiały sprawy w zupełnie inny sposób.

Czerwone kozaczki

    Pan Jerzy Krajewski z dworu w Mniszkowie opowiedział mi niedawno, jak odwiedził wrocławski szaberplac. Nie pamiętam, co miał kupić, coś niedużego, ale wielkie połacie różnych pięknych, a i praktycznych, przedmiotów, były tak uwodzicielskie, że w końcu dokonał nieco większych zakupów. Zdaje się, zaopatrzył się, m.in. w dywan. I powędrował na wrocławski dworzec, żeby dostać się do domu.

     Na dworcu tłumy, pociągi pełne ludzi, nie ma gdzie wcisnąć nawet szpilki, pasażerowie stoją sobie na głowach (sama pamiętam jeszcze jak byłam dzieckiem, mimo, że czasy już były inne, ale mój Tato też mnie tak upychał w pociągu, kiedy jechaliśmy na wakacje). I nagle na dworzec wbiegła młoda dziewczyna w – co pan Krajewski dobrze zapamiętał – w czerwonych kozaczkach.

     Dziewczyna, jak to w tamtych czasach, miała mnóstwo tobołów, podbiegła pod okno i prosiła, żeby ktoś pomógł jej wejść. Była młoda, ładna, prosić długo nie musiała. Panowie ściśnięci na korytarzu zabrali tobołki i zaczęli ją wciągać przez okno. Ale coś im nie szło. Dziewczyna nie potrafiła tak się jakoś zaprzeć, żeby do tego pociągu się wtarabanić. I nagle, na peronie, pojawił się jakiś młodzieniec, o lekko – nazwijmy to – wschodniej urodzie. Ktoś na niego krzyknął, a ten podbiegł do pociągu, żeby wepchnąć dziewczynę do środka. Chwycił ją za nogi, podsadził, a następnie wrzucając ją jak tobołek do pociągu, zgrabnym ruchem zerwał jej te czerwone kozaczki i ...uciekł.

Tajemnice ukrytych skarbów 
      

      Ta historia przypomniała mi się, kiedy w ubiegłym tygodniu spotykałam się z Czytelnikami w różnych miastach Dolnego Śląska. To zawsze są niezwykłe spotkania i często trudne, bo jak opowiadać o skarbach i tajemnicach, kiedy na sali siedzą zupełnie młodzi ludzie a obok tacy, którzy już opisywane przeze mnie historie znają z własnego życia? Ale właśnie ten drugi rodzaj Czytelnika często przekazuje naprawdę niezwykłe informacje. Chociażby tę o pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim.

     Ten pałac zna każdy miłośnik zabytków, jeżeli nie w Polsce, to na pewno na Dolnym Śląsku. Ufundowany został przez królewnę Mariannę Orańską, znaną skandalistkę (ale w tym dobrym słowa znaczeniu; Marianna rozwiodła się z niekochanym i brutalnym mężem, Albrechtem Pruskim i poszła za głosem serca wiążąc się ze swoim, znacznie subtelniejszym od męża, koniuszym. Urodziła mu nawet dziecko i , co w XIX wieku było raczej trudne do pomyślenia, wcale się nie kryła z posiadaniem pozamałżeńskiego potomka). W 1945 roku, kiedy do Kamieńca weszli Rosjanie, najpierw go skutecznie rozgrabili a potem podpalili. Z różnych relacji wiadomo, że pałac płonął dwa tygodnie, a żołnierze strzelali do wszystkich, którzy chcieli go gasić. W ruinę, którą dziś jest Kamieniec, miał go obrócić tamten pożar. Tymczasem, na spotkanie w Niemczy przyszedł Pan, który jako chłopiec był w pałacu tuż po wojnie.
     - Nieprawda, że pałac został spalony, że spaliły się meble i obrazy – mówił – Kiedy chodziłem po pałacu, stało tam jeszcze mnóstwo mebli, na ścianach wisiały obrazy i kilimy, choć oczywiście były w bardzo kiepskim stanie. Te wszystkie rzeczy zostały po prostu potem rozszabrowane.

 Co znaleźli w podziemiach?

     W tej samej Niemczy Czytelnicy opowiadali o podziemnym obiekcie, który ma się znajdować na obrzeżach miasta. W Strzegomiu dowiedziałam się o podziemnej fabryce w pobliskim Goczałkowie, zaś w Kudowie o dość interesujących miejscach w okolicach Dusznik Zdroju, w których znajdowały się skrytki, potem odnalezione i dokładnie przepatrzone. Co stało się z dobrami, które były tam zdeponowane?
     I tu znowu pojawiła się ciekawa informacja od jego z Czytelników. Jego zdaniem – choć oczywiście  to nie odkrycie Ameryki – wiele z ukrytych skarbów, po przejściu Armii Czerwownej, po polskich komisjach rewindykacyjnych, po szabrownikach, szukały służby bezpieczeństwa i to ich pracownicy mogliby powiedzieć najwięcej. I to nie o szukaniu, a o znajdowaniu.
     Po tygodniu takich intensywnych rozmów i spotkań, w weekend trafiłam do Sieniawki, gdzie miłośnicy historii w niemal zawrotnym tempie przygotowują się do zbadania tamtejszych tajemnic. W czasie II wojny światowej w Sieniawce znajdowała się filia obozu Gross Rosen a także fabryka broni. Do końca nie wiadomo co tam produkowano, ale jak wynika z licznych relacji, fabryka powinna mieć spore podziemia, w tym ogromne podziemne hale. Wokół fabryki, która ciągnie się na obszarze 27 ha (jest więc co badać) narosło wiele mitów. Ale już pierwszy rekonesans w terenie był niezwykle obiecujący. Jednak o tym, co tam widzieliśmy, za parę chwil... Prawdziwe tajemnice na ogół długo czekają na rozwiązanie.

Komentarzy: 2

Komentarze

2009-11-09 11:52:24 | 83.27.21.* | Jerzycki
Re: Szaber, czyli gdzie są skarby [1]
Pani Joanno, o tym się wiele nie mówi, ale np. w Wałbrzychu, pod koniec lat 40. odbyła się seria rzeszukań w
różnych miejscach przez UB. Wiem, o pochodzę z Wałbryzcha i bardzo interesowałem się różnymi sprawami. Nie
wiem, co znaleziono, ale chyba sporo. GŁównie dokumentów. Nie można wszystkiego zwalać naArmię Czerowną.
Jeszcze teraz warto byłoby przeszukać niektóre gabinety. skomentuj
2011-01-03 10:02:40 | 178.235.132.* | kontakt:krystian855@
To prawda. Nie można wszystkiego zwalać na armię czerwoną. Niestety faktem jest , że powojenne władze
czy to UB , czy teĹź bardziej znaczni zrusyfikowani i rosyjscy sekretarze , mieli wielkie , nieograniczone
żadnymi zakazami pole manewru do przeszukań , rewizji , zakazów , nakazów i w końcu grabieży w biały
dzień przez samych siebie. Czy to trwało do lat 60. i 70 XX wieku , to na pewno jest faktem. Najgorsze
jest to , że pisząc pracę nad historią Stronia Śląskiego i Masywu Śnieżnika bardzo często , a
wręcz nagminnie napotykałem na utrudnienia w poszukiwaniach. Zawsze zasłaniano się jeszcze tajemnicą /
o dziwo po prawie 100 latach / , no i oczywiście zawsze słyszałem słowa: " panie krystianie , daj pan
spokój.....przecież to niemieckie i cóż nam po tym" . Mam nadzieję ,że książka wyda się do połowy
2011 roku . Co do Kamieńca , zapewne jest taka sama sytuacja gdyż jak przypuszczam przy głębszym
drążeniu spraw dewastacji i grabieży , jest jeszcze wielu żyjących , takich co tego dokonywali i za
wszelką cenę będą motać i stawiać drwa pod nogi. Polska , to taki dziwny kraj.............. skomentuj