iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

W malowanej piwnicy

 

Podziemia niejedno mają imię. Na Morawach trafiłam do Šatova koło Znojma i zeszłam pod ziemię w zupełnie dziwne miejsce. To oczywiście piwnice do przechowywania wina, chociaż miejscowe legendy mówią, że powstały z zupełnie innego powodu. Jaki to powód? Podobno tajemnica.
 
Wchodzi się do nich przez mały, biały domek, w którym można skosztować tutejszego wina i zjeść coś bardzo małego. Piwnice pochodzą z końca XIX wieku, znajdują się 18 metrów pod ziemią. Wąskie schody ostro schodzą w dół, a na dole.... Wszystko pomalowane w nieco naiwny sposób, ale z jaką pasją. Maximilian Appeltauer, mieszkaniec Šatova malował ściany z piaskowca przez 36 lat, sam, korzystając jedynie ze światła świec. Zaczął w 1934 roku.
 
W czasie II wojny światowej. stracił wtedy rękę, postanowił skończyć jednak dzieło jedną ręką. I tak, na ścianach zostały syreny, skrzaty, widoki Alp, jest nawet malowidło, na którym na samym początku był Hitler, później zostało przemalowane. Miejscowa legenda mówi zresztą, że Hitler był w tych podziemiach, wizytował je...ale czy mu się podobało, nie wiadomo.
 
Appeltauer skończył swoją piwnicę w 1968 roku, zmarł zaś cztery lata później. Miał marzenie, żeby malować dalej, ale się nie udało. Podziemia są dość spore, tzw. regularne zwiedzanie trwa tu ponad godzinę. Wszystko trochę tu przypomina scenografię do filmu o świecie skrzatów. Nie wiem, czemu, ale większość czeskich podziemi jest oświetlona w wyjątkowo dramatyczny sposób. Gołe żarówki, nie dość, że oślepiają, to jeszcze wcale nie dodają uroku wnętrzom, które mają rozjaśnić. Wędrując z żarówką nad głową trudno więc poczuć atmosferę tego miejsca z czasów, gdy używało się tylko świec. A wtedy musiało być tu naprawdę niesamowicie. 
 
 
 
 
 
 

 

Komentarzy: 1

Komentarze

2011-10-31 22:50:02 | 178.37.58.* | Iksjusz
Re: W malowanej piwnicy [0]
Pani Joanno !
Dawno temu, tuż po powodzi w '97 razem z nieżyjącym już Przyjacielem ... przebywaliśmy parę dni w tamtych
okolicach. Pamiętam Kościół na wyspie, przy drodze prowadzącej do austriackiej ongiś granicy.
A w pobliżu jest też tak zwana bodajże Vranecka Prehrada.
Mało tego. Jedliśmy na przełomie lipca i sierpnia węgierki. Po powrocie sprawdziłem moje węgierki. Jeszcze
były zielone ! ;-)

Pozdrawiam. skomentuj